• Opowieści z krypty

Wspomnienia detektywa

Panie detektywie. W grobowcu, gdzie leży mój świętej pamięci mąż Walenty straszy: odgłosy w nocy słychać jakieś. I to takie nieludzkie Strach mnie ogarnia, na lekach jestem, cała w nerwach i apetytu nie mam. Niech pan pomoże, bo policja nie chce, a nasz grabarz się wystraszył, mimo, że wódkę dostał jak było obiecane

- Z taką prośbą zgłosiła się do mnie w marcu pewna kobieta, mieszkanka jednej z wsi naszego województwa – wspomina Józef Przyboś, detektyw, właściciel firmy detektywistycznej. Fakt, nie za bardzo chciałem jej uwierzyć. Odmówić pomocy w rozwikłaniu tej zagadki nie mogłem bo przecież po to jesteśmy, aby ludziom pomagać, a ponadto, w przypadku odmowy mogła zrobić dość skuteczną antyreklame mojego biura.

Stękanie i mruczenie

Kilka dni wcześnie kobieta ta wybrała się. na cmentarz by się pomodlić i zapalić znicz. Było dość późno, bo około 22.00 Zaczęła się modlić, gdy nagle usłyszała z wnętrza grobowca jakieś stękanie, mruczenie i coś tam jeszcze. Pacierza nie skończyła i szybko wróciła do domu. Po dwóch dniach, gdy strach jej nieco zmalał, znowu wybrała się na cmentarz. też późną nocą. J znowu usłyszała odgłosy z wnętrza grobowca,. Zapałki wypadły jej z ręki i, mimo podeszłego wieku pobiegła do domu pobijąc chyba rekord na 1 kilometr.

Nazajutrz, w środku dnia, wraz z synem otwarli grobowiec, ale nic niepokojącego nie zauważyli. Trumna stała na swoim miejscu, żadnych śladów Nadal wystraszona zwróciła się z prośbą do fachowca w kwestii grzebalnictwa, czyli grabarza. który się chwalił, że za pół litra wódki, to i do piekła może na piechotę iść.

No i poszli we dwoje, nie do piekła, tylko w nocy na cmentarz. Grabarz, dla zwiększenia odwagi, za jednym pociągnięciem opróżnił pół butelki, ale ręce ciągle mu się trzęsły Przy grobowcu, gdy tylko przystawił ucho odskoczył jak oparzony. Znowu te głosy. I tyle wdowa Franka widziała, uciekł do domu i zamknął się w łazience.


Pech od samego początku

Na policji właścicielka tajemniczego grobowca dowiedziała się, że dopóki przestępstwa nie ma, to policja nie będzie interweniować, a jak już tak jej zależy na wyjaśnieniu tajemniczych odgłosów, to niech idzie do firmy detektywistycznej.

- No i trafiła do mnie, a mnie po wysłuchaniu całej historii różne myśli chodziły po głowie – mówi Józef Przyboś - Bojaźliwy nie jestem, wcześniej byłem policjantem i różnych sytuacji się naoglądałem. Więc jako detektyw nie mogłem odmówić kobiecie pomocy. Umówiłem się z wystraszoną wdową na tuż przed północą

Od samego początku wyjazdu do miejscowości, gdzie ta historia się działa, detektywa prześladował jakiś dziwny pech. Na początek, tuż za Rzeszowem. zatrzymała go drogówka, ale że wszystko miał w porządku, to go puścili. Po 20 kilometrach jazdy złapał gumę i z stracił kolejne minuty do umówionego spotkania. - Już zacząłem się zastanawiać, czy jakiś czort się na mnie nie uwziął, bo nie dość, że od dawna nikt mnie nie kontrolował na drodze, to ostatnią gumę złapałem cztery lata temu. – mówi detektyw, który tuż przed północą dotarł do wioski, gdzie czekała na niego wdowa.

Grobowiec okazał się tak dużym, że zmieści się do niego samochód średniej wielkości. Częściowo tkwi on w ziemi, częściowo ponad, a do środka można wejść osuwając płytę o rozmiarach jednego metra.


Spał u krewniaka

- Jakby pecha było mało wysiadła mi latarka i musiałem posłużyć się zapalniczką. Pani, która zleciła mi zbadanie tajemnicy odgłosów grobowca, wolała pod niego nie podchodzić, bo się bała brała leki uspokajające. Odsunąłem płytę grobowca i prawie na kolanach wszedłem do środka. To co zobaczyłem sprawiło, że na moment zaparło mi dech w piersiach: po lewej stronie, tam gdzie miała leżeć trumna ze śp. Walentym stała trumna bez wieka z nieboszczykiem w środku. Z prawej strony leżało wieko, a w nim mężczyzna, z brodą niczym Fidel Castro i czerwonym nosem. Ubrany był w gumowce, a obok stał karton po tanim winie. Obudziłem pijanicę od którego śmierdziało niczym z gorzelni i kazałem mu wychodzić. Ten z początku się opierał, ale go przekonałem do wyjścia. Do grobowca wszedłem sam, a wyszliśmy we dwóch. Gdy zobaczyła to kobieta, uciekła ze strachu.

Wojtek, bo tak się nazywał nocny lokator grobowca, wyjaśnił że w grobowcu nocuje, tylko wtedy gdy popije, czyli często, bo wówczas żona nie wpuszcza go do domu. Wybiera zaś grobowiec śp. Walentego tylko dlatego, bowiem Walenty był z nim blisko spokrewniony …… Tak się zakończyła cmentarna, mrożąca krew w żyła akcja detektywa Przybosia, który ostatnio odwiedził wdowę, a ta powiedziała mu, że odzyskała już spokój, leków na nerwy nie zażywa, a Wojtkowi, gdy popije pozwala spać w stodole.

piątek, 9 listopada 2012 0 komentarze

0 komentarze:

Prześlij komentarz