• Na policyjnym celowniku

Zauważyłem, że jednemu z policjantów trzęsą się ręce, palec trzyma na spuście, a bron ma skierowana w naszą stronę. – Popatrz – mówię do dowódcy policjantów – On za chwile wpakuje komuś serie w brzuch ….

Windykacja, czyli odbieranie pieniędzy lub towarów, za które nabywca nie zapłacił wszystkich rat, nie jest ulubionym zajęciem detektywów, ale zdarza się często.

- Też otrzymaliśmy takie zlecenie i podjęliśmy się jego realizacji – wspomina detektyw Józef Przyboś, właściciel jednej z dwóch firm detektywistycznych na Podkarpaciu. – Jedna z miejscowych firm zleciła nam odzyskanie autokarów, które sprzedała przedsiębiorcy z pod Warszawy.

Umowa sprzedaży była tak sformułowana, że kupujący, w przypadku niezapłacenia choćby 2 rat, mógł autobusy stracić, bo właścicielem do momentu ich całkowitego spłacenia był przedsiębiorca rzeszowski, przy czym użytkownik, już zapłaconych rat nie mógł odzyskać.


Pojechali uzbrojeni po zęby

Detektywi wpierw musieli zebrać dokumentacje i zrobić rozpoznanie. Chodziło o wykrycie, gdzie autokary są garażowane, czy jest nadzieja, na to że nierzetelny nabywca wyda je bez oporów i czy przypadkiem nie współpracuje z lokalną mafią, czy choćby szajką, która może go chronić przed windykacją.

- Detektyw – wywiadowca, czyli ten, który robił dokładne rozeznanie przed akcją, nie miał optymistycznych prognoz, więc do Warszawy wybraliśmy się w dwa nieoznakowane samochody. Z ośmioma uzbrojonymi po zęby ludźmi – mówi Józef Przyboś. – Pierwsze spotkanie z biznesmenem, który niby to kupił autokary, trwało krótko. Fakt, przyjął mnie dość uprzejmie, ale poprosił o czas, w którym chciał skontaktować się telefonicznie z producentem autokarów.

Tak się złożyło, że w tym czasie do bazy firmy zjechały autokary by zatankować i zrobić przegląd. Detektywi z Rzeszowa poszli vabank: na wszelki wypadek zablokowali swoimi samochodami obie wyjazdowe bramy z firmy. Jak się okazało, to była trafna decyzja, bowiem biznesmeni się nie dogadali. Dysponent autokarów nie chciał ani płacić kolejnych rat, ani oddać pojazdów.

Utrudnienia organizował szwagier

 - Mało tego, kazał swoim kierowcom wyjechać z bazy. No to ja zagroziłem, że przestrzelimy opony autokarów – mówi Przyboś.

Ostudziło to zapał kierowców, ale nie ich szefa. Po chwili w bazie pojawiła się policja. Zabrali Przybosia, który zdążył polecić swoim ludziom, żeby nie przestali blokować wyjazdów. Po złożeniu wyjaśnień na komendzie detektyw wrócił na miejsce windykacji ale, jak się okazało, to nie był koniec interwencji policji.

- Przez 48 godzin byłem pięciokrotnie zabierany przez policje, a następnie odwożony na miejsce – mówi detektyw. – Wszystko po to, żeby nas zniechęcić do windykacji. Okazało się bowiem, że biznesmen-dłużnik miał szwagra w miejscowym komisariacie, który skutecznie organizował kolejne utrudnienia w windykacji.

Detektyw Przyboś jako były policjant, znał tzw. procedury i szybko poinformował miejscową prokuraturę, a także komendę wojewódzką. To wszystko jednak trwało, a jego detektywi z pistoletami u boku krążyli wokół trefnej bazy. Dzień i noc. Jak się później okazało, obecność uzbrojonych mężczyzn ubranych po cywilnemu zaniepokoiła okolicznych mieszkańców na tyle, że powiadomiona została komenda powiatowa. Policjanci podejrzewając, że mają do czynienia z mafią polską albo rosyjska, postawili w stan gotowości oddział antyterrorystyczny uzbrojony po zęby w broń maszynową, hełmy i kamizelki kuloodporne.

Przypomniała mu się Magdalenka

- Około 2 w nocy, przez lornetki noktowizyjne zauważyliśmy, że otacza nas kordon uzbrojonych antyterrorystów – wspomina Józef Przyboś. - Staliśmy spokojnie, by niczym ich nie prowokować. Sprawnie nas otoczyli i przystąpili do legitymowania. Zauważyłem, że jednemu z policjantów trzęsą się ręce, palec trzyma przy spuście, a broń ma skierowaną w naszą stronę. Popatrz – mówię do ich dowódcy – on za chwilę wpakuje komuś serię w brzuch, zabierz go stąd, bo jeszcze narobi nieszczęścia.

Rzeczywiście policjant ten był bardzo zdenerwowany, bo jak później przyznał, przypomniał sobie akcje policji w Magdalence, gdzie dwóch bandytów zabiło trzech policjantów, a szesnastu zostało rannych. Po tygodniu działań grupa detektywów Józefa Przybosia odzyskała sporne autobusy. Okazało się, że nierzetelny biznesmen ma na pieńku z prawem, a zamiast pilnować interesu, rozbija się drogimi samochodami z panienkami po całej Europie.

piątek, 9 listopada 2012 0 komentarze

0 komentarze:

Publikowanie komentarza